wtorek, 28 marca 2017

05. Drunk guy

Obudził mnie dzwonek do drzwi. Podniosłam się niechętnie, zauważając, że na zewnątrz jest jeszcze ciemno. Spojrzałam na zegarek, a tam ujrzałam parę minut po drugiej. Zdziwiona, kto to może być o takiej porze podreptałam do korytarza. Przetarłam oczy, chcąc się choć trochę pozbyć zmęczenia. Irytujący dźwięk ponownie rozbrzmiał w całym mieszkaniu. Wciąż zaspana podeszłam do drzwi, po czym przekręciłam zamek i pociągnęłam za klamkę. W ostatniej chwili udało mi się złapać lecącego na mnie chłopaka. Poczułam ciężar jego ciała, na co cicho jęknęłam. Od razu odechciało mi się spać. Całą swoją siłą postawiłam go z powrotem do pionu, opierając o framugę. I wtedy też ujrzałam jego twarz.
- Co ty tu robisz? - spytałam, zakładając ręce na piersi. On tylko uśmiechnął się lekko, kołysząc się na boki. Spojrzał tuż nade mną, wgłąb mieszkania.
- Stęskniłem się - wybełkotał. Dopiero wtedy poczułam mocny zapach alkoholu od jego osoby. Skrzywiłam się.
- Idź do domu, motelu, gdziekolwiek i połóż się spać, bo będziesz później rzygał - powiedziałam, sama siebie zadziwiając. Tak trochę. Bo poczułam nagle troskę i zmartwienie, doskonale wiedząc, jak jego ciało reaguje na alkohol.
- Nie mam pieniędzy na motel, ani taksówkę do domu.
- To jak tu dotarłeś?
- Przyjaciel mnie przywiózł - odpowiedział, wzruszając przy tym ramionami. Westchnęłam głośno, przeklinając w myślach swoje istnienie oraz swoją głupotę. Bo następnym, co zrobiłam było odsunięcie się i wpuszczenie go do środka. Zrobił to, zataczając się przy tym, wpadając na stojącą na korytarzu szafkę i przewracając przy okazji stojący tam wazon. Wywróciłam oczami, zamykając ponownie drzwi i przekręcając kluczyk. Ot, czyste bezpieczeństwo. Ale na pewno nie nazwałabym bezpiecznym posunięciem wpuszczenie tego człowieka do domu.
- Rozbierz się i idź położyć na kanapie - powiedziałam, stając za nim.
- Woah, już takie propozycje dostaję? Myślałem, że jesteś na mnie obrażona - rzucił, podśmiewając się. Oparł się o ścianę, zsuwając swoje czarne buty. Zaraz po tym zrzucił z siebie skórzaną kurtkę, kładąc ją na komodzie. A potem po prostu na mnie spojrzał. A ja? Ja stałam, wpatrując się w jego ciemne oczy, jak zahipnotyzowana. Więc to by było na tyle z mojego ''nienawidzę cię, nie zbliżaj się''. Jego usta wygięły się w cwaniackim uśmieszku. - Wiedziałem - szepnął, po czym odepchnął się dłońmi od ściany i zataczając kółeczka dotarł do salonu. Powiesiłam jego kurtkę na wieszaku, a buty ustawiła przy ścianie, postawiłam wazon na miejsce, a sama podążyłam za nim. Stanęłam w progu, obserwując, jak blondyn odchodzi od okna i siada na kanapie, przyciągając do siebie leżącą tam poduszkę. W całym mieszkaniu panuje mrok. Jedynym światłem są tylko uliczne lampy, wpadające przez okna.
- Dlaczego przyszedłeś do mnie, a nie gdziekolwiek indziej? - spytałam.
- Znasz odpowiedź na to pytanie - mruknął, po czym między nami zapadła cisza. Obserwowałam, jak przesuwa się na kanapie, aby chwilę później się położyć. - Podejdź tutaj, proszę - szepnął ledwo słyszalnie. Wykonałam jego prośbę, podchodząc do kanapy i kucając przy niej, abym mogła być na równi z jego twarzą. W tej ciemności odnalazłam dwa błyszczące się kryształki, które były jego oczami. Poczułam, jak jego duża dłoń łapie tę moją i chowa w swoim uścisku. - Przepraszam za to ostatnio, nie wiem dlaczego to zrobiłem. Taki już chyba jestem. Dupek, racja? Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. To i to, co jeszcze nadejdzie - wyszeptał, po czym jego miękkie usta delikatnie dotknęły mojej dłoni zostawiając na niej lekki pocałunek. W pierwszej chwili chciałam ją wyrwać, ale tego nie zrobiłam. Zamiast tego, gdy mnie już puścił, pogładziłam jego policzek, uśmiechając się pod nosem. Zamknął oczy, a ja się odsunęłam. Jednak wciąż nie wyszłam z pokoju. Nie wiem, jak długo stałam przy drzwiach, obserwując jasną czuprynę w tej ciemności, ale gdy usłyszałam jego cichy, unormowany oddech wróciłam do siebie. Położyłam się ponownie na łóżku. Jednak nie mogłam zasnąć. Coś mi na to nie pozwalało. Westchnęłam głośno, uderzając dłońmi o kołdrę, po czym ponownie się podniosłam. Zabrałam z szafy koc i podreptałam do salonu, przykrywając leżącego tam chłopaka. I dopiero wtedy mogłam się spokojnie położyć i zasnąć.

***
Obudził mnie dzwoniący telefon. Przekręciłam się na bok, chcąc sięgnąć po urządzenie, ale nie było mi to dane. Krzyknęłam głośno, gdy poczułam czyjeś ciało, leżące obok mnie. Otworzyłam szeroko oczy, chcąc się poderwać do pozycji stojącej, ale cudze ramiona, oplatające mnie w talii skutecznie mi to uniemożliwiły. Uspokoiłam się odrobinę, gdy ujrzałam znajome białe włosy. Jednak wciąż byłam zdenerwowana. Jiho musiał jeszcze spać i nawet mój krzyk i ruchy nie były w stanie go dobudzić. Sięgnęłam jedną ręką po wciąż dzwoniący telefon i jednym ruchem go odebrałam.
- Halo? - spytałam, wcale nie siląc się na cichy ton.
- No w końcu odebrałaś! Martwiłam się! Gdzie jesteś? Musimy pogadać - usłyszałam głos przyjaciółki. Nie brzmiała spokojnie, więc coś musiało się stać.
- Em...teoretycznie jestem w domu, ale lepiej żebyś tu teraz nie przychodziła. Spotkajmy się w kawiarni, okey? - odpowiedziałam, wzrokiem skanując ciało chłopaka.
- Obojętnie mi, o której? - dopytała, a ja odsunęłam na chwilę telefon sprawdzając godzinę.
- Spotkajmy się tam o czternastej - oznajmiłam, a ona przytaknęła i się rozłączyła. Miałam półtorej godziny. Położyłam telefon za sobą, po czym całą swoją siłą zrzuciłam ręce tego natręta. Fuknęłam pod nosem. Podniosłam się z łóżka, z szafy zabrałam jeansowe rurki, czarną bluzę należącą do Junhonga i czystą bieliznę. Z tym przeszłam do łazienki, którą zamknęłam, zanim wskoczyłam pod prysznic. Po wyjściu ubrałam się, wysuszyłam i wyprostowałam włosy oraz zrobiłam pełny makijaż. Gotowa wyszłam z zaparowanego pomieszczenia. W całym mieszkaniu wciąż panowała cisza. Zajrzałam do pokoju, a tam widok, który zastałam to rozłożony na całym łóżku i cicho pochrapujący blondyn. Przez chwilę zastanowiłam się, co z nim zrobić. W końcu zdecydowałam się na swój pierwotny pomysł. Powędrowałam do kuchni, widząc, że mam jeszcze trochę czasu. Zaparzyłam kawy, którą wlałam do termosu. Do wysokiej szklanki nalałam wody, z szafki wyciągnęłam soczek na kaca i to wszystko postawiłam na szafce koło łóżka. Na niebieskiej karteczce zostawiłam krótką wiadomość i również położyłam ją obok pozostałych rzeczy.

''Weź to i spadaj. Klucze zostaw u sąsiadów''

Ubrałam czarne trampki, wzięłam jeszcze drugie klucze, portfel, telefon i wyszłam z domu. Sama nie wiedziałam, czy dobrze robię. Ale jeśli coś się stanie, będę wiedziała czyja to wina. Czy coś zrobię? Oczywiście, że nie. Jednak muszę pomyśleć nad jakimś planem, czymkolwiek, co pozwoli mi zmienić to, co się teraz dzieje. Ale to później.
Dwadzieścia minut później dotarłam do Mango Coffee, a tam zauważyłam czekającą już na mnie przyjaciółkę. Rozejrzałam się po kawiarni, ale nie widząc nigdzie Hansola odetchnęłam. Zamówiłam sobie gorącą czekoladę i już z napojem w ręku powędrowałam do stolika przy oknie. Usiadłam na kanapie, naprzeciw Yubin, która popijała kawę, stukając przy tym palcami o stolik. Przywitałyśmy się, wymieniając parę nieznaczących zdań.
- To o czym chciałaś pogadać? - spytałam.
- Są dwie sprawy - oznajmiła, a ja kiwnęłam głową, pozwalając jej kontynuować. - Muszę lecieć do Korei na dwa tygodnie. Dobrze wiesz, że moja rodzina nie ma tutejszego obywatelstwa i znaleźli jakieś luki w urzędzie. Muszę dowiedzieć się, o co chodzi i załatwić to tak, jak trzeba, bo inaczej mnie deportują. Oprócz tego moja ciocia jest chora i chcę ją odwiedzić. Ale nie chcę lecieć sama. Jongup nie może, więc chciałam spytać, czy ty byś chciała. Moi rodzice pokryją koszty - wyjaśniła, przerywając swoją wypowiedź. Upiła kolejny łyk napoju, po czym spojrzała na mnie pytająco.
- Ja... Nie wiem, czemu nie? Może to nie taki zły pomysł odwiedzić stare śmieci - odpowiedziałam, wzruszając ramionami. W końcu, co mi szkodzi? Na twarzy brunetki pojawił się lekki uśmiech.
- Dobrze. Później ci wyślę szczegóły, jak już się dowiem. Druga sprawa to... Ciągle kłócę się z rodzicami, każą mi iść do pracy albo się wyprowadzić. Matka ostatnio powiedziała, że jeśli tego nie zrobię to będą żądać ode mnie czynszu... No i tu moja prośba. Czy mogłabym się do ciebie wprowadzić na jakiś czas? Tylko dopóki nie znajdę jakiejś pracy i jakiegoś malutkiego mieszkania. Mam dość ciągłego zrzędzenia i mówienia mi jaka to ja nie jestem. Dlatego po powrocie chciałabym się już od nich wyprowadzić. Zrozumiem jeśli powiesz nie i poszukam jakiejś innej opcji.
- No co ty. Nie ma problemu. Daj mi później znać, co i jak to obgadamy resztę - powiedziałam. Posiedziałyśmy jeszcze parę minut, dokańczając swoje napoje, po czym się zebrałyśmy i każda poszła w swoją stronę. Wracając do mieszkania w głowie tylko miałam to, czy ten dupek wciąż tam jest.


1 komentarz:

  1. Haeri ty to masz nawalone w głowie. Niezdecydowana dziewczynka. Co do ogółu, to rozdział supi, i w sumie to słodki, ale Xero na to nie zasługuje, przynajmniej na ten moment. Ciekawi mnie co będzie w kolejnym rozdziale, więc do następnego xx

    OdpowiedzUsuń