Przebrałam się w dużą, szarą bluzę mojego przyjaciela, czarne leginsy i tego samego koloru trampki. W dłoń chwyciłam telefon i klucze, po czym wyszłam z mieszkania. Zbiegłam po schodach z drugiego piętra, po czym znalazłam się na ulicy pochmurnego Los Angeles. Jako kierunek obrałam kawiarnię, w której miałam spotkać się z Yubin, Jongupem i Junhongiem. Ktoś patrzący z boku, mógłby uznać mnie za wariatkę, gdy oglądałam się co chwilę za siebie, a nawet zatrzymywałam, rozglądając dookoła. A ja po prostu nie czułam się pewnie. Od jakiegoś czasu miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje. Ucieszyłam się więc, kiedy dwadzieścia minut później wchodziłam do Mango Coffee. Jest to jedna z niewielu kawiarni, jakie odwiedzamy w tym mieście, ze względu na jej wyjątkową atmosferę, przepyszne napoje i przekąski. No i oprócz tego pracuje tu taki ładniutki blondas, którego uwielbiam obserwować. Cała kawiarenka nie jest duża, ale za to bardzo przytulna.
Rozejrzałam się po wnętrzu, ale nie widząc swoich przyjaciół ruszyłam do wolnego stolika przy oknie. Rozsiadłam się na czarnej kanapie, a chwilę później obok mnie stanął wcześniej wspomniany przeze mnie chłopak. Posłał w moją stronę lekki uśmiech, pytając o moje zamówienie, a ja jak zawsze zamówiłam bubble tea o smaku kiwi-grejpfrut. Kilka minut później napój stał już przede mną, a kolejne minut później do środka weszła Yubin, a za nią Junhong i Jongup. Zobaczyli mnie od razu, ale zanim do mnie podeszli zamówili sobie coś przy kasie. Potem Junhong wepchał się na miejsce obok mnie, a brunetka i Jongup zajęli miejsce naprzeciw nas na pomarańczowej kanapie.
- Długo czekasz? - spytała Yubin, zabierając mi mój kubeczek, z którego upiła parę łyków. Skrzywiła się po chwili i oddała go w moje ręce: - Zawsze zapominam, co pijesz - mruknęła, wycierając usta rękawem białej bluzki. Zaśmiałam się, rozsiadając wygodniej.
- Zdążyłam to zamówić i popatrzeć się na mojego chłopaczka - odpowiedziałam, na co moi przyjaciele się zaśmiali. Jak na zawołanie blondyn stanął przy naszym stoliku, podając tej dwójce ich napoje i ponownie się uśmiechając.
- Może powinnaś do niego zagadać, a nie tylko obserwować - rzucił Junhong, zatapiając kolorową słomkę w swoich ustach. - Od tak długiego czasu z nikim nie byłaś na poważnie, zmień to - dodał. Westchnęłam cicho, po czym pokręciłam głową.
- Co tak właściwie chciałaś? - spytałam, przypominając sobie powód naszego spotkania.
- A właśnie. Moi rodzice znowu zrobili mi awanturę, że powinnam się wynieść, ale dobrze wiecie, że sobie nie poradzę, więc chciałam się z wami spotkać, aby polepszyć sobie humor - powiedziała, upijając swojego karmelowego latte, na co pokręciłam głową z dezaprobatą. Typowa Yubin. W kawiarni siedzieliśmy jeszcze około trzech godzin, rozmawiając o całych naszych dwóch poprzednich dniach, podczas których się nie widzieliśmy. Potem wychodząc z niej stwierdziliśmy zgodnie, że spacer dobrze nam zrobi. Niebo było już ciemne, a na zegarkach dochodziła godzina dwudziesta. Mimo to w towarzystwo tej dwójki sprawiało, że nie odczuwałam tego strachu, który miałam, gdy szłam sama. Spacerowaliśmy tymi spokojnymi uliczkach, potem kierując się w stronę domu Yubin, z którą pożegnaliśmy się jako pierwszą. Później skierowaliśmy się w stronę mojego bloku. I będąc dwie przecznice od celu, mój telefon w kieszeni zaczął dzwonić. Rozmowa między nami ucichła, a ja powoli wyjęłam urządzenie, patrząc na ekran, gdzie widniał nieznany mi numer.
- Odbierz - rzucił Junhong, co po chwili postanowiłam zrobić. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo? - mruknęłam, ale odpowiedziała mi cisza. Szmer po drugiej stronie słuchawki i znów cisza. Poczekałam jeszcze chwilę, po czym rozłączyłam połączenie i schowałam telefon do kieszeni. Ruszyłam przed siebie, a chwilę później obok mnie szedł Junhong i Jongup. Pod mój blok doszliśmy pół godziny później. Pożegnałam się z chłopakami i weszłam do klatki, a oni skierował się w stronę swojego domu. Wdrapałam się na drugie piętro, wygrzebując klucze z kieszeni w tym czasie, ale przeżyłam wielki szok, gdy po stanięciu przed ciemnymi drzwiami one były uchylone. Szybko zbiegłam po paru schodkach, aby wyjrzeć przez okno, jednak chłopaków nie było już w zasięgu mojego wzroku, a to znaczy, że odeszli wystarczająco daleko, abym ich nie dogoniła. Zagryzłam mocno wargę, ściskając w dłoniach telefon i znów znalazłam się pod drzwiami. Popchnęłam je lekko i wyciągnęłam rękę przed siebie, zapalając światło w korytarzu. Tam wszystko było na swoim miejscu, więc weszłam do środka, wciąż jednak nie zamykając drzwi. Na wszelki wypadek, gdybym musiała uciekać. Wstrzymałam na chwilę oddech, oczekując, że usłyszę jakieś dźwięki, ale nic takiego się nie stało. Przeszłam do salonu, łazienki, kuchni, ale tam również wszystko było w porządku. Dopiero, gdy stanęłam w swojej sypialni zauważyłam zmianę. Na ścianie widniały napisane czarnym markerem koreańskie literki układające się w jeden, krótki zwrot. ''Cześć''. I nie przerażałoby by mnie to tak bardzo, gdyby zrobione było w języku angielskim. Cofnęłam się trzy kroki w tył, wciąż wpatrując się w napis, aż napotkałam za sobą ramę łóżka. Usiadłam na niej, zakrywając twarz i głęboko oddychając.
Tarłam mokrą, fioletową ścierką po ścianie, próbując pozbyć się tego cholerstwa, podczas, gdy ramieniem przyciskałam telefon do ucha, próbując dodzwonić się do Yubin. Ale ona jak na złość nie odbierała. Ja rozumiem, że jest już po pierwszej w nocy, ale do cholery, niech ona odbierze te ustrojstwo. Junhong zrobił to bez problemu i już był w drodze do mojego mieszkania. Tak samo było z Jongupem. Kiedy po raz kolejny odezwała się poczta głosowa odrzuciłam telefon na łóżko i kontynuowałam ścieranie. Tylko, że to wcale nie chciało zejść. Rozmazywało się, ale wciąż tkwiło w tym samym miejscu. Krzyknęłam głośno zirytowana, odrzucając szmatę w bok i łapiąc się za głowę. Kręciłam się po pokoju przez chwilę, dopóki ktoś nie zapukał w drzwi.
- Po prostu wejdź! - krzyknęłam, opierając się o ścianę i chowając twarz w ramionach. I właśnie wtedy po całym mieszkaniu rozległy się ciężkie kroki, a światło nagle zgasło. Podniosłam głowę, ale jedyne co widziałam, to ciemność. - Zelo? Binnie? Jongup? - rzuciłam, licząc, że któreś z nich się odezwie, ale nic z tego. Odsunęłam się w stronę szafy, wciskając się między nią, a ścianę i licząc, że nikt mnie tu nie znajdzie. I wtedy w świetle słabego księżyca zauważyłam dwie postacie wchodzące do pokoju. Zatkałam sobie dłonią usta, nie chcąc się ujawnić. Oboje mieli na sobie ciemne ubrania, kaptury na głowach. To było jedyne, co byłam w stanie zobaczyć. Stanęli do mnie plecami, po czym jeden z nich zaświecił czymś jasnym na ścianę z tym napisem. Jedna z postaci była wyższa od tej drugiej, ale byłam pewna, że obaj są facetami. Zgasili światełko i znów odwrócili się przodem. I miałam wrażenie, że przez kilka sekund stali patrząc prosto na mnie. Czułam zbierające się łzy w moich oczach, bo bałam się cholernie mocno.
- Haeri?!
Krzyk mojego przyjaciela słychać było z daleka, a byłam pewna, że dopiero co wszedł na klatkę. Miałam wielką ochotę wyjść stąd i podbiec do blondyna, aby wtulić się w jego ramiona, które zapewniły by mi bezpieczeństwo. Nie mogłam tego jednak zrobić. Patrzyłam wciąż przed siebie na tą dwójkę. Ten wyższy klepnął swojego towarzysza w ramie, po czym obaj szybko wyszli z pokoju, a następnie z mieszkania. Odsunęłam dłoń od ust, łapiąc powietrze, który wstrzymywałam całą sobą. Czułam łzy, spływające po moich policzkach. Niecałą minutę później światło znów rozjaśniło pomieszczenie, a do środka wparował Junhong. Rozejrzał się się po pokoju, a gdy wyłapał mnie wzrokiem od razu podbiegł do mnie, wciąż siedzącej w tym samym miejscu.
- Co się stało? - spytał, łapiąc mnie pod pachami i podnosząc do góry. Oplotłam jego szyję rękami, a on usiadł na moim łóżku, pozwalając mi siedzieć na jego kolanach i wtulać się w jego grubą bluzę. Zaciskałam dłonie na ciemnym materiale i moczyłam mu ubranie, ale wiedziałam, że nie będzie zły. Siedzieliśmy tak przez kilka minut, po czym drzwi znów się otworzyło, a po mieszkaniu rozległ się głos Yubin i Jongupa. Oboje znaleźli się obok nas, po czym również przysiedli. Jongup kucał na ziemi, ręką jeżdżąc po moich plecach, a dłonie Yubin ściskały te moje. I najbardziej byłam wdzięczna za to, że przy mnie są, że nie krzyczą i po prostu czekają, wspierając mnie. Nie mam pojęcia, ile czasu trwaliśmy w takiej pozycji, ale w końcu musiałam się podnieść. Odgarnęłam włosy, wzdychając głośno i dmuchając sobie w twarz. Oni wtedy rozejrzeli się po pokoju i zauważyli ten cholerny napis.
- Co to ma być? Kto? - odezwała się brunetka, podchodząc bliżej ściany.
- Ktoś tutaj był, prawda? Ci dwaj co schodzili, gdy ja tu biegłem? - spytał Junhong, a ja niepewnie pokiwałam głową. - Kto to? - dodał, a tym razem wzruszyłam ramionami.
- Nie widziałeś ich twarzy, gdy ich mijałeś? - spytał Jongup, patrząc na najmłodszego z nas. Przestałam ich słuchać. Wyłączyłam się i w głowie miałam jedynie strach. Niewiedzę. I gdzieś głęboko skryte podejrzenia.
Rozejrzałam się po wnętrzu, ale nie widząc swoich przyjaciół ruszyłam do wolnego stolika przy oknie. Rozsiadłam się na czarnej kanapie, a chwilę później obok mnie stanął wcześniej wspomniany przeze mnie chłopak. Posłał w moją stronę lekki uśmiech, pytając o moje zamówienie, a ja jak zawsze zamówiłam bubble tea o smaku kiwi-grejpfrut. Kilka minut później napój stał już przede mną, a kolejne minut później do środka weszła Yubin, a za nią Junhong i Jongup. Zobaczyli mnie od razu, ale zanim do mnie podeszli zamówili sobie coś przy kasie. Potem Junhong wepchał się na miejsce obok mnie, a brunetka i Jongup zajęli miejsce naprzeciw nas na pomarańczowej kanapie.
- Długo czekasz? - spytała Yubin, zabierając mi mój kubeczek, z którego upiła parę łyków. Skrzywiła się po chwili i oddała go w moje ręce: - Zawsze zapominam, co pijesz - mruknęła, wycierając usta rękawem białej bluzki. Zaśmiałam się, rozsiadając wygodniej.
- Zdążyłam to zamówić i popatrzeć się na mojego chłopaczka - odpowiedziałam, na co moi przyjaciele się zaśmiali. Jak na zawołanie blondyn stanął przy naszym stoliku, podając tej dwójce ich napoje i ponownie się uśmiechając.
- Może powinnaś do niego zagadać, a nie tylko obserwować - rzucił Junhong, zatapiając kolorową słomkę w swoich ustach. - Od tak długiego czasu z nikim nie byłaś na poważnie, zmień to - dodał. Westchnęłam cicho, po czym pokręciłam głową.
- Co tak właściwie chciałaś? - spytałam, przypominając sobie powód naszego spotkania.
- A właśnie. Moi rodzice znowu zrobili mi awanturę, że powinnam się wynieść, ale dobrze wiecie, że sobie nie poradzę, więc chciałam się z wami spotkać, aby polepszyć sobie humor - powiedziała, upijając swojego karmelowego latte, na co pokręciłam głową z dezaprobatą. Typowa Yubin. W kawiarni siedzieliśmy jeszcze około trzech godzin, rozmawiając o całych naszych dwóch poprzednich dniach, podczas których się nie widzieliśmy. Potem wychodząc z niej stwierdziliśmy zgodnie, że spacer dobrze nam zrobi. Niebo było już ciemne, a na zegarkach dochodziła godzina dwudziesta. Mimo to w towarzystwo tej dwójki sprawiało, że nie odczuwałam tego strachu, który miałam, gdy szłam sama. Spacerowaliśmy tymi spokojnymi uliczkach, potem kierując się w stronę domu Yubin, z którą pożegnaliśmy się jako pierwszą. Później skierowaliśmy się w stronę mojego bloku. I będąc dwie przecznice od celu, mój telefon w kieszeni zaczął dzwonić. Rozmowa między nami ucichła, a ja powoli wyjęłam urządzenie, patrząc na ekran, gdzie widniał nieznany mi numer.
- Odbierz - rzucił Junhong, co po chwili postanowiłam zrobić. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo? - mruknęłam, ale odpowiedziała mi cisza. Szmer po drugiej stronie słuchawki i znów cisza. Poczekałam jeszcze chwilę, po czym rozłączyłam połączenie i schowałam telefon do kieszeni. Ruszyłam przed siebie, a chwilę później obok mnie szedł Junhong i Jongup. Pod mój blok doszliśmy pół godziny później. Pożegnałam się z chłopakami i weszłam do klatki, a oni skierował się w stronę swojego domu. Wdrapałam się na drugie piętro, wygrzebując klucze z kieszeni w tym czasie, ale przeżyłam wielki szok, gdy po stanięciu przed ciemnymi drzwiami one były uchylone. Szybko zbiegłam po paru schodkach, aby wyjrzeć przez okno, jednak chłopaków nie było już w zasięgu mojego wzroku, a to znaczy, że odeszli wystarczająco daleko, abym ich nie dogoniła. Zagryzłam mocno wargę, ściskając w dłoniach telefon i znów znalazłam się pod drzwiami. Popchnęłam je lekko i wyciągnęłam rękę przed siebie, zapalając światło w korytarzu. Tam wszystko było na swoim miejscu, więc weszłam do środka, wciąż jednak nie zamykając drzwi. Na wszelki wypadek, gdybym musiała uciekać. Wstrzymałam na chwilę oddech, oczekując, że usłyszę jakieś dźwięki, ale nic takiego się nie stało. Przeszłam do salonu, łazienki, kuchni, ale tam również wszystko było w porządku. Dopiero, gdy stanęłam w swojej sypialni zauważyłam zmianę. Na ścianie widniały napisane czarnym markerem koreańskie literki układające się w jeden, krótki zwrot. ''Cześć''. I nie przerażałoby by mnie to tak bardzo, gdyby zrobione było w języku angielskim. Cofnęłam się trzy kroki w tył, wciąż wpatrując się w napis, aż napotkałam za sobą ramę łóżka. Usiadłam na niej, zakrywając twarz i głęboko oddychając.
Tarłam mokrą, fioletową ścierką po ścianie, próbując pozbyć się tego cholerstwa, podczas, gdy ramieniem przyciskałam telefon do ucha, próbując dodzwonić się do Yubin. Ale ona jak na złość nie odbierała. Ja rozumiem, że jest już po pierwszej w nocy, ale do cholery, niech ona odbierze te ustrojstwo. Junhong zrobił to bez problemu i już był w drodze do mojego mieszkania. Tak samo było z Jongupem. Kiedy po raz kolejny odezwała się poczta głosowa odrzuciłam telefon na łóżko i kontynuowałam ścieranie. Tylko, że to wcale nie chciało zejść. Rozmazywało się, ale wciąż tkwiło w tym samym miejscu. Krzyknęłam głośno zirytowana, odrzucając szmatę w bok i łapiąc się za głowę. Kręciłam się po pokoju przez chwilę, dopóki ktoś nie zapukał w drzwi.
- Po prostu wejdź! - krzyknęłam, opierając się o ścianę i chowając twarz w ramionach. I właśnie wtedy po całym mieszkaniu rozległy się ciężkie kroki, a światło nagle zgasło. Podniosłam głowę, ale jedyne co widziałam, to ciemność. - Zelo? Binnie? Jongup? - rzuciłam, licząc, że któreś z nich się odezwie, ale nic z tego. Odsunęłam się w stronę szafy, wciskając się między nią, a ścianę i licząc, że nikt mnie tu nie znajdzie. I wtedy w świetle słabego księżyca zauważyłam dwie postacie wchodzące do pokoju. Zatkałam sobie dłonią usta, nie chcąc się ujawnić. Oboje mieli na sobie ciemne ubrania, kaptury na głowach. To było jedyne, co byłam w stanie zobaczyć. Stanęli do mnie plecami, po czym jeden z nich zaświecił czymś jasnym na ścianę z tym napisem. Jedna z postaci była wyższa od tej drugiej, ale byłam pewna, że obaj są facetami. Zgasili światełko i znów odwrócili się przodem. I miałam wrażenie, że przez kilka sekund stali patrząc prosto na mnie. Czułam zbierające się łzy w moich oczach, bo bałam się cholernie mocno.
- Haeri?!
Krzyk mojego przyjaciela słychać było z daleka, a byłam pewna, że dopiero co wszedł na klatkę. Miałam wielką ochotę wyjść stąd i podbiec do blondyna, aby wtulić się w jego ramiona, które zapewniły by mi bezpieczeństwo. Nie mogłam tego jednak zrobić. Patrzyłam wciąż przed siebie na tą dwójkę. Ten wyższy klepnął swojego towarzysza w ramie, po czym obaj szybko wyszli z pokoju, a następnie z mieszkania. Odsunęłam dłoń od ust, łapiąc powietrze, który wstrzymywałam całą sobą. Czułam łzy, spływające po moich policzkach. Niecałą minutę później światło znów rozjaśniło pomieszczenie, a do środka wparował Junhong. Rozejrzał się się po pokoju, a gdy wyłapał mnie wzrokiem od razu podbiegł do mnie, wciąż siedzącej w tym samym miejscu.
- Co się stało? - spytał, łapiąc mnie pod pachami i podnosząc do góry. Oplotłam jego szyję rękami, a on usiadł na moim łóżku, pozwalając mi siedzieć na jego kolanach i wtulać się w jego grubą bluzę. Zaciskałam dłonie na ciemnym materiale i moczyłam mu ubranie, ale wiedziałam, że nie będzie zły. Siedzieliśmy tak przez kilka minut, po czym drzwi znów się otworzyło, a po mieszkaniu rozległ się głos Yubin i Jongupa. Oboje znaleźli się obok nas, po czym również przysiedli. Jongup kucał na ziemi, ręką jeżdżąc po moich plecach, a dłonie Yubin ściskały te moje. I najbardziej byłam wdzięczna za to, że przy mnie są, że nie krzyczą i po prostu czekają, wspierając mnie. Nie mam pojęcia, ile czasu trwaliśmy w takiej pozycji, ale w końcu musiałam się podnieść. Odgarnęłam włosy, wzdychając głośno i dmuchając sobie w twarz. Oni wtedy rozejrzeli się po pokoju i zauważyli ten cholerny napis.
- Co to ma być? Kto? - odezwała się brunetka, podchodząc bliżej ściany.
- Ktoś tutaj był, prawda? Ci dwaj co schodzili, gdy ja tu biegłem? - spytał Junhong, a ja niepewnie pokiwałam głową. - Kto to? - dodał, a tym razem wzruszyłam ramionami.
- Nie widziałeś ich twarzy, gdy ich mijałeś? - spytał Jongup, patrząc na najmłodszego z nas. Przestałam ich słuchać. Wyłączyłam się i w głowie miałam jedynie strach. Niewiedzę. I gdzieś głęboko skryte podejrzenia.
Okej, rozumiem, że zaczyna się era "zabij Marysię", bo czemu nie, prawda? Ja pitole, ja na miejscu Haeri już bym się dawno wydarła, ale to typowe dla mnie :)) Rozdział supi, ale ciekawi mnie kim są te typki. Hansol? Daehyun? Xero? Ujawnijcie się chujki, now, bo inaczej wpierdol!
OdpowiedzUsuń