Szłam wolnym krokiem w stronę kawiarni, wzrok mając wbity przed siebie. W mojej głowie cały czas pojawiał się obraz z wczorajszego wieczoru. Najgorsza impreza w moim życiu. Moment, gdy znalazłam się pod ich nogami, klęcząc był bardziej upokarzający, niż jakakolwiek inna sytuacja w moim życiu. Ten krzywy uśmiech jasnowłosego, spoglądającego prosto na mnie chłopaka, który kiedyś był dla mnie całym światem...
Zostałam sama, rozglądająca się dookoła i szukająca potencjalnej ucieczki. Nie dane mi było jednak długo szukać, bo drzwi z mojej lewej się otworzyły, a ja zostałam wyciągnięta na zewnątrz. Ktoś popchnął mnie, przez co upadłam na mokrą trawę. A gdy uniosłam głowę...oh, pożałowałam. Moje oczy spotkały się z tymi ciemnymi, należącymi do Jiho. Obok nas stała reszta, przyglądając się i jestem pewna, że byli gotowi na moją próbę ucieczki. Ale ja nie próbowałam, bo wiedziałam, że moje szanse są mniejsze, niż zero.
- Cieszysz się? - spytał swoim miękkim głosem, łapiąc mój podbródek między palce i unosząc go wyżej.
- Jestem zajebiście szczęśliwa - warknęłam, odpychając jego rękę, na co usłyszałam jego śmiech.
- Zmieniłaś się. Albo może raczej - to ja cię zmieniłem, racja? Na początku byłaś nieśmiałą, wycofaną nastolatką, która poznała fajnego chłopaka. Stworzyłem cię - powiedział, a wtedy to ja się zaśmiałam. Sarkastycznie, bo słowa tego dupka były żałosne.
- Uderzyłeś się w głowę? - spytałam, wywracając oczami, a on chwilę później stanął na równe nogi. Zamierzałam zrobić to samo, ale gdy już się uniosłam, zostałam popchnięta i wylądowałam na kolanach. I nie udało mi się nawet zmienić pozycji.
- Przestań pyskować i zapamiętaj, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie.
- Jesteś chory - szepnęłam, spuszczając głowę.
- Tak samo, jak ty. Pasujemy do siebie, nie uważasz? - spytał, ale już nie odpowiedziałam. Wpatrywałam się w swoje dłonie, chcąc się już znaleźć w swoim mieszkaniu.
Potrząsnęłam głową, otrząsając się, bo w końcu znajdowałam się na środku ulicy. Po parominutowym spacerze znalazłam się pod Mango Coffee. Weszłam do środka i od razu podeszłam do kasy. Za ladą stał uroczy, (nie)znany mi jasnowłosy chłopak. Zamówiłam sobie gorącą czekoladę i poczłapałam się do stolika przy oknie, czekając na swój napój. Oparłam się o zimną szybę i obserwowałam ciemne ulice na zewnątrz. Z zamyślenia wyrwał mnie delikatny głos. Spojrzałam w bok i ujrzałam blondyna stawiającego parujący kubek przede mną. Skinęłam głową i myślałam, że on odejdzie, ale zamiast tego zajął miejsce na kanapie na przeciw mnie.
- Coś się stało? - spytał.
- Nic takiego - odpowiedziałam, posyłając w jego stronę uśmiech.
- Jestem Hansol - powiedział po angielsku, a ja chwilę później zrozumiałam, że prawdopodobnie on również jest Koreańczykiem.
- Haeri, miło mi - odpowiedziałam w swoim ojczystym języku, a on posłał mi szeroki uśmiech, a jego oczy zamieniły się w urocze kreseczki. Od razu poczułam się lepiej. Porozmawialiśmy przez chwilę, po czym on oznajmił, że zaraz kończy pracę i musi się przebrać. Piłam swój napój, bawiąc się jednocześnie telefon i przeglądając portale społecznościowe. Przerwałam, gdy drzwi kawiarni się otworzyły, a do środka wszedł szatyn. I powróciła bym do ekranu, gdyby się na mnie nie spojrzał i od razu bym w nim nie rozpoznała Byungjoo, który jeszcze wczoraj miał jasne włosy. Uśmiechnął się pod nosem, ale na szczęście do mnie nie podszedł. Zamiast tego stanął przy ladzie i wyciągnął telefon, stukając coś na ekranie. Cały czas go obserwowałam, a do mojej głowy wpadały wspomnienia z przeszłości. On był mi najbliższy, zaraz po Jiho. Często za mną obstawał i chronił mnie, jak własną, młodszą siostrę. A teraz tak bezczelnie się patrzył z tym głupim uśmiechem. I przyznać muszę, że z zaskoczenia zaczęłam głośno kaszleć, krztusić się, gdy poznany mi Hansol podszedł do niego i złożył krótki pocałunek na jego ustach. Obaj spojrzeli na mnie zaskoczeni, a niższy po chwili znalazł się obok mnie.
- Wszystko w porządku? - spytał, pochylając się nade mną. Skinęłam głową, wycierając usta i oddychając głębiej.
- To twój chłopak? - spytałam, wskazując palcem na szatyna, który stał parę metrów od nas. Hansol przytaknął, a mi od razu zrobiło się go szkoda. Wiedziałam od dawna, że Byungjoo jest gejem, nie przeszkadzało mi to, ale... Właśnie. Nie ma żadnego ale. Nie znam Hansola, nie wiem jaki jest. - Pójdę już - mruknęłam, podrywając się z miejsca. Zabrałam niewypitą jeszcze czekoladę i szybko opuściłam budynek. Znajdując się już na zewnątrz spojrzałam do kawiarni, gdzie obaj stali, rozmawiając żywo. Gdy mój wzrok spotkał się z wzrokiem szatyna rzuciłam kubeczek na ziemię, a sama zaczęłam biec. Będąc już kawał drogi od kawiarni zatrzymałam się, oparłam o pobliskie drzewo i zaczęłam głośno oddychać. Wyjęłam telefon z kieszeni i od razu wybrałam numer Junhonga.
- Po-pomóż mi - wysapałam, czując, że brakuje mi powietrza. Prawa noga zaczęła mnie boleć, a na dodatek do mieszkania miałam dwie godziny drogi piechoto.
- Wszystko w porządku? - spytał, pochylając się nade mną. Skinęłam głową, wycierając usta i oddychając głębiej.
- To twój chłopak? - spytałam, wskazując palcem na szatyna, który stał parę metrów od nas. Hansol przytaknął, a mi od razu zrobiło się go szkoda. Wiedziałam od dawna, że Byungjoo jest gejem, nie przeszkadzało mi to, ale... Właśnie. Nie ma żadnego ale. Nie znam Hansola, nie wiem jaki jest. - Pójdę już - mruknęłam, podrywając się z miejsca. Zabrałam niewypitą jeszcze czekoladę i szybko opuściłam budynek. Znajdując się już na zewnątrz spojrzałam do kawiarni, gdzie obaj stali, rozmawiając żywo. Gdy mój wzrok spotkał się z wzrokiem szatyna rzuciłam kubeczek na ziemię, a sama zaczęłam biec. Będąc już kawał drogi od kawiarni zatrzymałam się, oparłam o pobliskie drzewo i zaczęłam głośno oddychać. Wyjęłam telefon z kieszeni i od razu wybrałam numer Junhonga.
- Po-pomóż mi - wysapałam, czując, że brakuje mi powietrza. Prawa noga zaczęła mnie boleć, a na dodatek do mieszkania miałam dwie godziny drogi piechoto.
- Haeri? Co się dzieje? Gdzie jesteś? - pytał, a ja rozejrzałam się dookoła. Po chwili podałam mu adres, a on rzucił tylko ''zaraz będę'' i się rozłączył. Osunęłam się po drzewie, siadając na ziemi i podciągając nogi pod siebie. Przetarłam twarz dłońmi. Nie mogłam uspokoić oddechu, mocno bijącego serca i tego natłoku myśli. Nie dowierzałam, że to, co prześladowało mnie w Korei tutaj znów mnie odnalazło. Te wszystkie problemy... Próbowałam odrzucić od siebie każdą myśl, zastąpić ją nic nieznaczącymi, jednak na nic się to zdało. Oderwałam się od tego dopiero, gdy usłyszałam warkot samochodu, a na ulicy kawałek ode mnie zatrzymał się znany mi pojazd. Spróbowałam wstać, ale zamiast tego upadłam ponownie na ziemię. Chwilę później z czarnego BMW wyskoczył wysoki brunet, podchodząc do mnie i kucając przede mną.
- Zelo... - szepnęłam, nie mając sił do niczego. Brunet nie pytał o nic. Po prostu mnie podniósł, pozwalając, abym oplotła jego szyję rękoma i zaniósł do samochodu, a tam położył mnie na tylne siedzenia. Przejechał dłonią po moim policzku, a chwilę później już siedział za kierownicą. Przekręcił kluczyk, odpalając go i ruszył powoli z miejsca. - Proszę, nie jedźmy do mnie - mruknęłam, na co on pokiwał głową. Przymknęłam oczy. Otworzyłam je dopiero, gdy się zatrzymaliśmy. Nim Junhong zdążył dotrzeć do drzwi z tyłu, sama wysiadłam i się rozciągnęłam. Po krótkim rozejrzeniu się rozpoznałam okolicę. Znajdowaliśmy się na górze, dookoła nas był las i jedna droga prowadząca właśnie w to miejsce. Kulejąc powoli przeszłam do przodu i rozsiadłam się na masce pojazdu. Obok mnie zaraz znalazł się młodszy, siadając za mną i pozwalając, abym oparła się o jego klatkę piersiową. Czułam się przy nim bezpiecznie. Widok przed nami był piękny, bo idealnie ukazywał Los Angeles nocą. Światła mieszkalne idealnie zasłaniane przez te neonowe, należące do klubów, barów i tym podobnych miejsc. Często tu przyjeżdżamy, aby posiedzieć, właśnie tak, jak w tamtej chwili.
- Co się stało? - usłyszałam cichy głos nad uchem. Wzięłam głęboki wdech, po czym przechyliłam głowę lekko w bok, aby móc widzieć twarz przyjaciela.
- Znasz tego kelnera z naszej kawiarni, nie? Ten jasnowłosy, nie za wysoki, z ładnym uśmiechem? - spytałam, a kiedy kiwnął potwierdzająco kontynuowałam: - Byłam tam dzisiaj. Nie umiałam się odnaleźć w mieszkaniu, po wczorajszej akcji. Przepraszam też, że spławiłam cię tym sms-em, ale miałam złe chwile. Po tym, jak mnie zabrali, dojechaliśmy na pustkowie, gdzie... - przerwałam, śmiejąc się pod nosem sarkastycznie. Brunet mi nie przerywał, nie dopytywał. Czekał. Więc mówiłam dalej: - Gdzie przed nimi klęczałam. Jiho... On jest takim dupkiem, Boże, gdzie był mój mózg, gdy się za nim uganiałam? Nie zasługuje nawet na moje spojrzenie... Czułam się strasznie upokorzona po tym, więc gdy jakoś dotarłam do domu to jedyne, na co miałam ochotę to sen. Oczywiście nie dałam rady. Odpisałam ci tylko tyle, bo nie chciałam, abyś zadzwonił bądź przyszedł, bo bym się tylko bardziej rozkleiła. Cały dzisiejszy dzień spędziłam w pokoju, próbując spać. Dopiero wieczorem wybrałam się właśnie do tej kawiarni. Trochę porozmawiałam z tym kelnerem, nazywa się Hansol, ale potem on kończył pracę... - ponownie przerwałam, biorąc głęboki wdech. - I on jest gejem. Przyszedł po niego chłopak, ale dlaczego do kurwy tym chłopakiem musi być Byungjoo? Oniemiałam, jak go zobaczyłam i było mi słabo. Więc wybiegłam, a on się do mnie uśmiechnął, tym uśmiechem... Wszystko do mnie powróciło, nie wytrzymałam. Uciekłam i do ciebie zadzwoniłam, bo wiem, że jesteś jedyną osobą, przy której czuję się bezpiecznie - dokończyłam.
- Wow, Haeri... Tak się o ciebie bałem i martwiłem, ale nie chciałem naciskać, więc miałem poczekać do jutra i jeśli byś mi nie odpowiedziała normalnie to bym przyjechał. Powinienem był to zrobić w nocy, przepraszam - powiedział, owijając mnie ramionami i przyciągając bliżej. Wtuliłam się w jego bluzę i odetchnęłam głęboko.
- Dziękuję, że teraz jesteś - szepnęłam, zamykając oczy. Czułam się dobrze. Bezpiecznie. Nie obawiałam się, że za chwilę coś się stanie, bo byłam z moim najlepszym przyjacielem. Z moim Junhongiem.
- Zelo... - szepnęłam, nie mając sił do niczego. Brunet nie pytał o nic. Po prostu mnie podniósł, pozwalając, abym oplotła jego szyję rękoma i zaniósł do samochodu, a tam położył mnie na tylne siedzenia. Przejechał dłonią po moim policzku, a chwilę później już siedział za kierownicą. Przekręcił kluczyk, odpalając go i ruszył powoli z miejsca. - Proszę, nie jedźmy do mnie - mruknęłam, na co on pokiwał głową. Przymknęłam oczy. Otworzyłam je dopiero, gdy się zatrzymaliśmy. Nim Junhong zdążył dotrzeć do drzwi z tyłu, sama wysiadłam i się rozciągnęłam. Po krótkim rozejrzeniu się rozpoznałam okolicę. Znajdowaliśmy się na górze, dookoła nas był las i jedna droga prowadząca właśnie w to miejsce. Kulejąc powoli przeszłam do przodu i rozsiadłam się na masce pojazdu. Obok mnie zaraz znalazł się młodszy, siadając za mną i pozwalając, abym oparła się o jego klatkę piersiową. Czułam się przy nim bezpiecznie. Widok przed nami był piękny, bo idealnie ukazywał Los Angeles nocą. Światła mieszkalne idealnie zasłaniane przez te neonowe, należące do klubów, barów i tym podobnych miejsc. Często tu przyjeżdżamy, aby posiedzieć, właśnie tak, jak w tamtej chwili.
- Co się stało? - usłyszałam cichy głos nad uchem. Wzięłam głęboki wdech, po czym przechyliłam głowę lekko w bok, aby móc widzieć twarz przyjaciela.
- Znasz tego kelnera z naszej kawiarni, nie? Ten jasnowłosy, nie za wysoki, z ładnym uśmiechem? - spytałam, a kiedy kiwnął potwierdzająco kontynuowałam: - Byłam tam dzisiaj. Nie umiałam się odnaleźć w mieszkaniu, po wczorajszej akcji. Przepraszam też, że spławiłam cię tym sms-em, ale miałam złe chwile. Po tym, jak mnie zabrali, dojechaliśmy na pustkowie, gdzie... - przerwałam, śmiejąc się pod nosem sarkastycznie. Brunet mi nie przerywał, nie dopytywał. Czekał. Więc mówiłam dalej: - Gdzie przed nimi klęczałam. Jiho... On jest takim dupkiem, Boże, gdzie był mój mózg, gdy się za nim uganiałam? Nie zasługuje nawet na moje spojrzenie... Czułam się strasznie upokorzona po tym, więc gdy jakoś dotarłam do domu to jedyne, na co miałam ochotę to sen. Oczywiście nie dałam rady. Odpisałam ci tylko tyle, bo nie chciałam, abyś zadzwonił bądź przyszedł, bo bym się tylko bardziej rozkleiła. Cały dzisiejszy dzień spędziłam w pokoju, próbując spać. Dopiero wieczorem wybrałam się właśnie do tej kawiarni. Trochę porozmawiałam z tym kelnerem, nazywa się Hansol, ale potem on kończył pracę... - ponownie przerwałam, biorąc głęboki wdech. - I on jest gejem. Przyszedł po niego chłopak, ale dlaczego do kurwy tym chłopakiem musi być Byungjoo? Oniemiałam, jak go zobaczyłam i było mi słabo. Więc wybiegłam, a on się do mnie uśmiechnął, tym uśmiechem... Wszystko do mnie powróciło, nie wytrzymałam. Uciekłam i do ciebie zadzwoniłam, bo wiem, że jesteś jedyną osobą, przy której czuję się bezpiecznie - dokończyłam.
- Wow, Haeri... Tak się o ciebie bałem i martwiłem, ale nie chciałem naciskać, więc miałem poczekać do jutra i jeśli byś mi nie odpowiedziała normalnie to bym przyjechał. Powinienem był to zrobić w nocy, przepraszam - powiedział, owijając mnie ramionami i przyciągając bliżej. Wtuliłam się w jego bluzę i odetchnęłam głęboko.
- Dziękuję, że teraz jesteś - szepnęłam, zamykając oczy. Czułam się dobrze. Bezpiecznie. Nie obawiałam się, że za chwilę coś się stanie, bo byłam z moim najlepszym przyjacielem. Z moim Junhongiem.
Xero weź spierdalaj, bo cię nie trawię gościu. Odjeb się od Haeri raz na zawsze. Spłoń, utop się, nie wiem...cokolwiek. Co do Junri *---* omooo, kocham ten ship. I w dupie mam, że to tylko przyjaciele XDD Ubóstwiam ich <33 Więc czekam na kolejny rozdział, by móc dalej cieszyć się tą słodką parką xx
OdpowiedzUsuń