środa, 14 grudnia 2016

03. Surprise

Stałam przed lusterkiem, kończąc swój makijaż, gdy drzwi od mojego mieszkania się otworzyły, a do środka wszedł Junhong. Zegarek wskazywał za pięć dziewiętnastą. Zaśmiałam się sama do siebie, odkładając pomadkę na miejsce. Ukradkiem spojrzałam na przyjaciela, który stał w kuchni podjadając żelki z szafki. Przeszłam do swojego pokoju, gdzie ubrałam przygotowane wcześniej czarne rurki oraz białą bluzkę z koronkowym tyłem. Na stopy założyłam białe trampki, bo kilka godzin wcześniej wszyscy dostali SMS o zmianie miejsca imprezy. I zamiast domu Jonghee, kierunkiem była kręgielnia. Włosy wcześniej splotłam w dwa warkocze kłosy. Gotowa stanęłam obok przyjaciela, który w końcu raczył podnieść na mnie wzrok.
- Widzę, że w końcu gotowa i możemy wychodzić - powiedział, szczerząc się. Skinęłam głową, zabrałam torebkę i razem wyszliśmy z mojego mieszkania. Zajęliśmy miejsca w jego samochodzie, który podarowali mu rodzice na dziewiętnaste urodziny. Teraz ma dwadzieścia, jednak w jego głowie wciąż jest jedenastolatkiem. Mimo to jest moim najlepszym przyjacielem i nie zamieniłabym go na nic innego. Poznaliśmy się dziewięć lat temu, będąc jeszcze w szkole. Byliśmy dziećmi, bardzo różnymi od siebie, jednak mimo to coś nas do siebie ciągnęło. Ja raczej obracałam się w gronie chłopców w moim wieku, graliśmy wspólnie w piłkę, skakaliśmy po drzewach i psociliśmy. Jedyną dziewczyna, poza mną oczywiście, w naszym towarzystwie była Eunmi, jednak jej historia to inna sprawa. Junhong, rok młodszy ode mnie, był w niższej klasie. Należał do typu samotnika, jednak to dlatego, że nikt nie chciał przyjaźnić się z tak niegrzecznym chłopcem. Dzieci go unikały, a on coraz bardziej im dokuczał. Ze mną nie było inaczej. Wpadłam na niego po lekcjach, gdy podstawił mi nogę. Później pokazał mi język i zaczął uciekać. Goniłam go, a gdy go złapałam to zaczęłam ciągnąć go za jego wówczas długie, ciemne włosy. Od tamtej pory bał się do mnie odezwać, jednak coś sprawiło, że z czasem zaczęliśmy na siebie wpadać i polubiliśmy się. Poszliśmy do innych gimnazjów, jednak po lekcjach zawsze znajdywałam czas dla tego dzieciaka. Kiedy byłam w ostatniej klasie wydarzyła się tragedia, po czym zamknęłam się w sobie i zerwałam wszystkie kontakty, oprócz Zelo. Był przy mnie w ciężkich chwilach. Do liceum poszedł tego samego, co ja. Pod koniec drugiej klasy, dla niego pierwszej, jego rodzice postanowili wyjechać z Korei i zamieszkać w Los Angeles. Bardzo tego nie chciałam, jednak stało się. Poznałam wtedy pewną grupę chłopaków, jednak pół roku później zostałam z niczym. I jak tylko skończyłam liceum, co było dla mnie naprawdę trudne, przyjechałam tu, do LA, gdzie skończyłam dwuroczne studnia na kierunku fotografii i z pomocą rodziców, wciąż mieszkających w Korei wynajęłam mieszkanie. Wcześniej pomieszkiwałam u Junhonga, którego rodzice z wielką chęcią mnie u siebie gościli. I tak o to jestem teraz tu, siedząc w samochodzie z najlepszym przyjacielem w drodze na imprezę u siostry Jongupa. Jongup i Yubin to dwójka, którą poznałam tuż po zadomowieniu się w Ameryce. Zaprzyjaźniłam się z nimi i jak się później okazało, Junhong również ich zna. Z zamyślenia wyrwał mnie głos blondyna.
- O czym tak myślisz? - spytał.
- Niczym. Daleko jeszcze? - odpowiedziałam pytaniem, a on pokręcił głową. I dosłownie pięć minut później zaparkowaliśmy na dużym parkingu przy kręgielni. Wysiedliśmy i wolnym krokiem skierowaliśmy się do wejścia. Przed drzwiami stało dwóch chłopaków, paląc papierosy, z którymi przywitał się Junhong, więc domyśliłam się, że się znają. Weszliśmy do środka, a tam powitała nas muzyka i radosne krzyki. Sporo ludzi oblegało tory, gdzie tylko parę z nich rzucało kulą. Prawie każdy trzymał w ręku butelkę z alkoholem. Podeszliśmy bliżej, wcześniej znajdując solenizantkę, której wręczyliśmy prezenty. Zelo zniknął gdzieś w tłumie, zostawiając mnie samą, a gdy parę minut później się pojawił, w mojej dłoni znalazła się butelka z piwem.
- Bawmy się - rzucił krótko, po czym objął mnie ramieniem. I tak, jak powiedział, tak uczyniliśmy. Poznałam parę nowych osób, zagrałam rundkę z tymi, których już znałam. Duży zegar, który wisiał na ścianie wskazywał dwudziestą drugą, gdy na salę wjechał tort, a wszyscy zaczęli śpiewać sto lat. Dopiero wtedy wpadłam na Yubin, która była tak troszkę pijana.
- Zgubiłam Jongupa, pomóż mi go znaleźć - wydukała, wieszając się na moim ramieniu. Skinęłam głową i podtrzymując brunetkę, ruszyłam w tłum, rozglądając się za zaginionym chłopakiem. Chwilę później ujrzałam go wychodzącego z łazienki, więc od razu skierowałam się w jego kierunku. Yubin, gdy tylko go ujrzała puściła się mnie i podbiegła do niego. - Zgubiłeś mi się - powiedziała w jego stronę, wydymając wargi.
- Przepraszam - odpowiedział jej. A ja przestałam zwracać na nich uwagę, bo usłyszałam wołanie swojego imienia. Odwróciłam się, wzrokiem szukałam osoby, która mogłaby mnie wołać. I ujrzałam nieznanego mi blondyna, który machał rękami, patrząc prosto na mnie. Rozejrzałam się dookoła, czy aby przypadkiem nie chodzi mu o kogoś innego, ale w pobliżu nie było ani jednego osoby. W końcu jednak do niego podeszłam.
- O co chodzi? - spytałam, gdy stanęłam naprzeciw niego.
- Jakiś facet cię szukał, jest na zewnątrz - odpowiedział, wskazał palcem na drzwi i odszedł do grupki dziewczyn. Zagryzłam wargę. Kto może mnie szukać? Kto wie, że tutaj jestem? A co jeśli... Nie myśląc dłużej, rzuciłam się biegiem do drzwi. Potknęłam się w progu, jednak udało mi się nie upaść i stanąć na świeżym, nocnym powietrzu. Rozejrzałam się dookoła, ale nikogo nie zauważyłam. Postałam tak chwilę, po czym stwierdziłam, że tamten chłopak musiał sobie po prostu stroić żarty. Prychnęłam pod nosem, po czym odwróciłam się z zamiarem powrócenia do środka. Jednak nie było mi to dane. Nie zdążyłam zareagować, gdy dosłownie sekundy później poczułam zimny metal przy głowie. Wciągnęłam głośno powietrze, zacisnęłam dłonie w pięści i przymknęłam oczy.
- Otwórz drzwi i wejdź do środka - odezwał się męski głos z tyłu. Nie wiedziałam, ile osób za mną stało, ale czułam obecność więcej niż jednej, tego byłam pewna. Drżącymi dłońmi nacisnęłam na klamkę, powoli otwierając drzwi. Tym samym zwróciłam uwagę kilku osób, stojących najbliżej wejścia. Postawiłam pierwsze, powolne dwa kroki, po czym gwałtownie odskoczyłam w bok, podbiegając do grona imprezowiczów i odwróciłam się. I nagle zaczęło mi się wydawać, że pomieszczenie się skurczyło i ktoś odciął dopływ powietrza. Serce na chwilę mi się zatrzymało, czułam to. Podniosłam rękę do góry, dłonią zasłaniając sobie usta, aby nie wydobyło się z nich jakieś niechciane słowo. Dwójka doskonale znanych mi chłopaków stała przede mną, rozglądając się dookoła. Obok nich stała jeszcze dwójka, której nie znałam. Chociaż po chwilowym przyjrzeniu się w ciemnowłosym rozpoznałam tego, który szedł za nami, gdy wracaliśmy z centrum. Cała impreza się zatrzymała. Muzyka grająca w tle przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Wzrok każdego skupił się na gościach. Wszyscy milczeli, włącznie z Byungjoo, Daehyunem i tamtą dwójką, której imion nie znałam. A gdy jakiś czas później, to było coś koło dwóch minut, drzwi ponownie się otworzyły, a ja ujrzałam białą czuprynę, zrobiło mi się duszno, a nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Upadłam, kolanami boleśnie uderzając o ziemię. Spojrzenie jednak miałam wbite w ludzi przede mną.
- Haeri! Cześć! - zawołał niby radośnie, machając w moją stronę. Poczułam nieprzyjemny dreszcz przechodzący po całym moim ciele. Każdy patrzył prosto na mnie, a ja nie miałam odwagi ani się podnieść, ani odezwać. Wzrokiem błądziłam po ich twarzach, kręcąc przy tym głową. Zupełnie, jakby chciała zaprzeczyć temu, co widzę. A on podchodził. Zbliżał się w moją stronę, a gdy był już blisko, ukucnął, tak, że nasze spojrzenia były na równi. - Niespodzianka - dodał już ciszej, jednak wszyscy na pewno byli go w stanie usłyszeć. I nie mam pojęcia dlaczego to zrobiłam i skąd znalazłam w sobie siłę. Ale uniosłam dłoń, którą następnie wymierzyłam mu soczysty policzek. Gdzieś za mną rozległo się głośne ''ah!'', zrobione przez wszystkich. Pożałowałam tego w momencie, gdy on się podniósł, a tłum rozstąpił. Obok mnie zaraz zjawił się Daehyun, który złapał moje ramię i pociągnął do góry.
- Przepraszamy za zamieszanie i przerwanie imprezy urodzinowej - odezwał się głośno ten z wyróżniającymi się, różowymi włosami. - Zabierzemy koleżankę i już znikamy - dodał i otworzył drzwi. Poczułam szarpnięcie. Ten dupek próbował mnie stamtąd wyprowadzić! Jednak nie stawiałam się. Zdziwiłam się, gdy ktoś z imprezowiczów się odezwał.
- Chyba nie myślicie, że tak po prostu tutaj wejdziecie i zabierzecie stąd Haeri.
- Właśnie tak myślimy - odpowiedział mu Daehyun, nawet się nie odwracając. W przypływie nagłej odwagi strzepnęłam jego ręce z mojego ciała i odsunęłam się na bezpieczną odległość, która zapewniała mi chociaż minimalne bezpieczeństwo.
- Nie chcę nigdzie z wami iść - oznajmiłam. Chciałam brzmieć stanowczo, ale targające mną emocje mi na to nie pozwalały. Wtedy do środka wszedł Zelo, rozglądając się zaskoczony, a za nim dobrze mi znany dwudziestosześcioletni czarnowłosy facet. Od razu podbiegłam do tego pierwszego, uczepiając się na jego ręce. Blondyn swoim wzrostem górował nad nimi wszystkimi, co dawało mi jako takie polepszenie sytuacji. - Znasz go? - spytałam cicho, aby tylko on słyszał. W odpowiedzi pokręcił głową, obejmując mnie ramieniem.
- Wynoście się stąd i dajcie imprezie dalej trwać! - krzyknął ktoś z tłumu, rzucając w naszym kierunku plastikowy kubeczek. I nie wiem, jak to się stało, że paręnaście minut później siedziałam na tylnych siedzeniach nieznanego mi samochodu. Nie miałam pojęcia, gdzie jest mój przyjaciel i czy aby na pewno wszystko z nim w porządku. Ta popieprzona szóstka facetów... Oni tak po prostu wyjęli bronie, grożąc wszystkim imprezowiczom. I wtedy przestałam bać się o siebie, a zaczęłam o tych ludzi, którym mogła się stać krzywda bez powodu. Yongguk strzelił jako pierwszy, rozbijając szklane butelki z alkoholem i wywołując hałas, który uciszył ciemnowłosy, którego nie znałam, strzelając w sufit. Później wszystko wydarzyło się, jak w przyśpieszonym filmie, gdzie główny bohater traci kontakt z rzeczywistością. Tak było ze mną. Straciłam panowanie nad własnym ciałem w momencie, gdy ujrzałam krew cieknącą po czyimś ramieniu. Osunęłam się w ramionach Junhonga i nie wiem, co wydarzyło się później. Ocknęłam się dopiero przed chwilą, siedząc pomiędzy Daehyunem, a Byungjoo. Jestem pewna, że to zauważyli, ale nie raczyli spojrzeć na mnie nawet na sekundę. Nie wiem, ile tak jechaliśmy. Nie mam też pojęcia, kto kierował, a kto siedział na siedzeniu pasażera. Ale jakiś czas później samochód się zatrzymał, a ta dwójka wysiadła. Zostałam sama, rozglądająca się dookoła i szukająca potencjalnej ucieczki. Nie dane mi było jednak długo szukać, bo drzwi z mojej lewej się otworzyły, a ja zostałam wyciągnięta na zewnątrz. Ktoś popchnął mnie, przez co upadłam na mokrą trawę. A gdy uniosłam głowę...oh, pożałowałam.

1 komentarz:

  1. OMG!!!!!! Matko święta! Co tu się do cholery dzieje?!?!?! Daehyun.... A ja ci kibicowałam, Yongguk tobie też. Zawiedliście mnie... Idźcie się utopić! Nie wytrzymam tego, jak Haeri się czuję. Do następnego xx

    OdpowiedzUsuń